Książkowo-herbaciane perspektywy
Nie rozumiem, jak można nie lubić jesieni?
Wiem, że to średnio ekscytujący widok, gdy wszędzie wokół są ogołocone z liści drzewa, ale przypominają zaklęte w różnych pozycjach postacie, jakby czekające, aż zostaną odczarowane i przywrócone do życia. To przywołuje na myśl, jakby jesień była złą wiedźmą, ale czym byłby dobry film bez takiej, prawda? Poza tym oglądanie nieba przez takie gałęzie wygląda jak początek dramatycznego dzieła o miłości.
Praktycznie każdy kogo spotkam w pochmurny, jesienny dzień, wygląda jakby szedł co najmniej na ścięcie. Takie dnie mają w sobie coś niezwykłego, niepowtarzalnego, nie wspominając o wszystkich filmowo-czytelniczych perspektywach. Z herbatką oczywiście. Te dni mają w sobie urok zimowych poranków, gdy na zewnątrz jest chłodno i leżenie w łóżku jest najlepszym pomysłem dnia. Każda sunąca po niebie chmura jest inna, wyjątkowa i chociaż ich obecność niewątpliwie przyprawia o dodatkową senność, czasem ich obecność sprawia, że pozwalamy sobie odpuścić i zwyczajnie pójść spać.
Poza tym taniec w deszczu (albo deszczu kolorowych liści), to również niezapomniane wrażenia. Gdy byłam nieco młodsza, nieodłącznym elementem jesieni w moim domu było budowanie "ludzików" z kasztanów. Wspominam to tak ciepło, że może warto do tego wrócić?
Na koniec jeszcze dodam, że wszelkie sezonowe, dyniowe wyroby są świetne. Nie ma nic lepszego od zupy dyniowej w zimny dzień ;)
Jeśli moje argumenty Was nie przekonały, zwyczajnie zjedzcie kawałek czekolady, przejdźcie się pooddychać, obejrzyjcie ulubiony film/serial, zdrzemnijcie się i wróćcie.
Taka ze mnie jesieniara :)
.png)
.png)
Komentarze
Prześlij komentarz